Święta, święta i po świętach
Ten wpis dedykuję, teściowej. Dziękujemy za te cudowne świąteczne potrawy, mamo <3 Trochę mi zajęło zamieszczenie tego wpisu, za co przepraszam, ale wcześniej się nie dało. Nie ma to jak świąteczna przerwa wakacyjna, kiedy można wreszcie odpocząć. Na początek walimy do Polski. Od rana sprzątam, robię zakupy, a wieczorami gotuję. I tak przez trzy dni, tempo, tempo, tempo, z przerwą na wizytę u dentysty i u kręgarza. Wigilia numer jeden odbywa się dwudziestego trzeciego wieczorem, numer dwa dwudziestego czwartego rano, numer trzy wieczorem już w innym miejscu. Zobowiązałam się, że i tutaj pomogę przy pierogach, uszka ulepiłam w Polsce z farszu, który zrobiłam w Szwajcarii. Obiecałam, że jak co roku usmażę karpia i łososia. Pierogi lepię i owszem przez jakieś dwie godziny, ale jest nas tutaj dużo, więc podstępem wrabiam w lepienie młodzież, a sama pod pretekstem doglądnięcia ryb, walę do kuchni na parter. Cholery zamrożone na czas transportu nie chcą puścić. Układamy je z teściową na k...