Kontuzja i szkło
Walę do lekarza, właściwie to walimy oboje, po raz pierwszy w życiu biorę ze sobą "adwokata". Nigdy wcześniej nie zgodziłabym się na asystę, ale też nigdy wcześniej nie narzekałam na ból, który trwa blisko dwa lata.
Ach, za pamięci, ośmielona urodą sztucznych kwiatów, które kupiłam sobie do udekorowania roweru, postanowiłam też sprowadzić szkło z Chin. Zamówiłam piękne kieliszki do wina i szklanki do whiskey. Nasze kieliszki wytłukły się w trakcie przeprowadzek, co było dla mnie bez znaczenia, o ile akurat nie podejmowaliśmy gości, gdy wpadali, ja też wpadałam, ale w panikę: jak im podać wino? Nigdy między tymi wizytami nie pomyślałam o uzupełnieniu kieliszków. Szklanki do whiskey, której żadne z nas nie pije, kupiłam przy okazji, bo kolega ponoć lubi golnąć, a ja z braku szkła nigdy mu tego whiskey nie zaproponowałam. Stoi w barku od wielu lat, od kiedy przywiozłam ją z Japonii. To była moja pierwsza wizyta i gdzieś w centrum Tokyo wieczorową porą w huku reklamowych megafonów, w objęciach tłumów, pobudzona dziennym światłem miejskich neonów przypomniałam sobie film "Między słowami". Główny bohater, amerykańska sława, pojechał do Azji, żeby nakręcić reklamę whiskey Suntory. W efekcie kupiłam piersiówkę Suntory na pamiątkę.
Wracając do lekarza, walę z Jarkiem, bo on się denerwuje, że od tak dawna mnie boli i nic się nie zmienia, mimo że raz w tygodniu ćwiczę z fizjoterapeutą i codziennie sama w domu; książkowo, naprzemiennie nagrzewam sobie te bolesne miejsca i chłodzę.
Nie pamiętam, żebym przesadnie mendziła z powodu bólu, wydaje mi się, że teraz Jarek ładuje swoje ojcowskie instynkty we mnie. Co nie jest mi obce, po tym jak nasze dziecko opuściło dom rodzinny w pierwszym odruchu przesadnie skupiłam się na dobrostanie Jarka.
Wracając na kozetkę: doktor po wywiadzie, każe mi zalec i zaczyna kręcić moją prawą nogą. Boli jak cholera. Wracamy przed komputer, dwa lata temu zrobili mi usg i wszystkie inne prześwietlenia, głowa kości udowej wyskoczyła z panewki biodrowej. Tyle że... i tutaj mina doktora jest bezcenna, a moja kompromitacja wznosi się na wyżyny, to zdjęcie dotyczyło lewej nogi, a mnie boli prawa! A co z lewą? Nie boli. To od kiedy boli panią prawa noga? Chyba od conajmniej roku. A od kiedy nie boli lewa? Nie pamiętam, skoro nie boli, to po co o tym myślećz; czy to faktycznie była lewa noga? Tak! Nie, nie oszukiwałam, twierdziłam zgodnie ze stanem faktycznym. Jak głupio by to nie wyszło trudno nam wszystkim powstrzymać się od śmiechu. Wprawdzie sprawa jest poważna, bo tym razem naciągnęłam sobie mięsień i doszło do zapalenia w kaletce, odpowiednik przydupnego łokcia tenisisty. Jednak to jest lżejszy uraz niż wtedy, kiedy noga ledwo trzymała się miednicy. Skoro naprawiłam sobie tę lewą to ufam, że z prawą też sobie poradzę.
Wracając do baru, po dwóch tygodniach moje zakupy dotarły z Chin. Karton kieliszków i cztery szklanki do whiskey Suntory. Wyjmując ze skrzynki worek, usłyszałam dochodzący spod folii brzęk stłuczonego szkła. Kto pakuje szkło w worek?! Delikatnie rozcięłam plastik. Wyjęłam karton kieliszków, nic w środku nie klekotało i cztery kartoniki ze szklankami. Każda była zapakowana w indywidualne pudełko wyściełane plasterkiem folii bąbelkowej. Pokrywki jednego z pudełek nikt nie przytroczył taśmą klejącą, dlatego szklanka wypadła. Tylko jakim cudem kieliszki przetrwały? Otworzyłam wieko cienkiego kartoniku i wyswobodziłam pierwszy kieliszek. O kurczę, faktycznie piękny, odstawiłam na blat. Przy zetknięciu z kamieniem nie tylko nie wydał dźwięku, ale leciutko zasprężynował. O cholera, co to? Złapałam za nóżkę i delikatnie pstryknęłam palcem w czaszę. Cisza. Uniosłam i spojrzałam pod światło. Wyglądało na szkło, ale szkłem to nie było, nie było też plastikiem. Guma z Marsa? Niech to cholera, co ja kupiłam?!
Musiałam się tego pozbyć, nie chciałam patrzeć na moją porażkę. W pięć minut po zamieszczeniu gratisowej oferty, udało się, znalazł się chętny. Może kiedyś, jak sobie przypomnę, kupię zestaw szklanych kieliszków w szwajcarskim sklepie.
Do spisania,
Katarzyna Sikora

Komentarze
Prześlij komentarz