Posty

Święta, święta i po świętach

Obraz
Ten wpis dedykuję, teściowej. Dziękujemy za te cudowne świąteczne potrawy, mamo <3 Trochę mi zajęło zamieszczenie tego wpisu, za co przepraszam, ale wcześniej się nie dało. Nie ma to jak świąteczna przerwa wakacyjna, kiedy można wreszcie odpocząć. Na początek walimy do Polski. Od rana sprzątam, robię zakupy, a wieczorami gotuję. I tak przez trzy dni, tempo, tempo, tempo, z przerwą na wizytę u dentysty i u kręgarza. Wigilia numer jeden odbywa się dwudziestego trzeciego wieczorem, numer dwa dwudziestego czwartego rano, numer trzy wieczorem już w innym miejscu. Zobowiązałam się, że i tutaj pomogę przy pierogach, uszka ulepiłam w Polsce z farszu, który zrobiłam w Szwajcarii. Obiecałam, że jak co roku usmażę karpia i łososia. Pierogi lepię i owszem przez jakieś dwie godziny, ale jest nas tutaj dużo, więc podstępem wrabiam w lepienie młodzież, a sama pod pretekstem doglądnięcia ryb, walę do kuchni na parter. Cholery zamrożone na czas transportu nie chcą puścić. Układamy je z teściową na k...

Party im Viertel

Obraz
November 2025          Jarek ist für eine Woche nach Polen gefahren, ich konnte mich zu hundert Prozent dem Deutschen widmen, zumal es die letzten Tage des A2-Kurses waren. Normalerweise hätte ich meine Zeit damit verbracht, die Nachbarn zu quälen, an den Unterrichtsstunden teilzunehmen, Aufgaben zu machen, zuzuhören, auf Deutsch zu sehen und zu schreiben. Ich nenne das „in die Sprache eintauchen“. Allerdings verfolgt mich seit vermutlich drei Wochen die Schweizer Polizei und belästigt mich ununterbrochen mit Anrufen. In der Nachbarschaft ist ein Wasserrohr geplatzt; das Möbelstück/der Bausatz, das vor Ende Dezember kommen sollte, kam gestern an. Das Rohr in der Nachbarschaft ist buchstäblich unter meinem Fenster geplatzt, die Mannschaft buddelt seit zwei Tagen und hat hier ein Loch gegraben, das bis in die Erde führt. Die Temperatur im Haus sinkt rapide und ich kann nicht feststellen, ob der Ausfall meiner Heizung mit dem niedrigen Wasserdruck im Wasserhahn zus...

Mogło być gorzej. Obyczaje w kantonie Nidwald.

Obraz
  29 listopada 2025 Jarek wybył na tydzień do Polski, mogłam w stu procentach poświęcić się niemieckiemu, tym bardziej, że to były ostatnie dni kursu na poziomie A2. Tradycyjnie czas mijałyby mi na torturowaniu sąsiadów, uczestniczeniu w lekcjach, odrabianiu zadań, słuchaniu, oglądaniu i pisaniu po niemiecku. Nazywam to "wsiąkaniem" języka. Tyle że już od chyba trzech tygodni prześladuje mnie szwajcarska policja i gnębi nieustannymi telefonami. Na dzielni pękła rura doprowadzająca wodę; mebel/składak, który miał przyjść przed końcem grudnia, doszedł wczoraj. Rura na dzielni pękła dosłownie pod moim oknem, ekipa ryje od dwóch dni i wykopała mi tutaj dziurę prowadzącą do środka ziemi. Temperatura w domu gwałtownie spada i nie potrafię ustalić, czy awaria mojego pieca ma związek z niskim ciśnieniem wody w kranie, czy jest osobnym problemem. W dodatku po dzielni włóczą się grupy dzieci i brzęcząc miniaturami krowich dzwonków, podnosząc mi ciśnienie. Nie mając pojęcia dlaczego tak...

To już dwa miesiące

Obraz
8 listopada 2025 To już jest mój drugi miesiąc z niemieckim. Tym razem chodzę do szkoły trzy razy w tygodniu, nie wytrzymałam poprzedniego, codziennego tempa. Jenak nie kurs jest problemem, tylko pojemność mojego mózgu. Nie jestem w stanie przyswoić sobie na raz całej gramatyki i sryliarda nowych słówek. Uczę się codziennie, odrabiam zadania, czytam książki po niemiecku, słucham niemieckich podkastów, a potem praktykuję język na sąsiadach i w moim ulubionym butiku, gdzie ćwiczę go na Rose. Moja kumpelka pochodzi z Bałorusi. Najpierw gadamy sobie trochę po rosyjsku, a potem walę jej w twarz moim pokaleczonym niemieckim. Ponieważ przez lata byłam sprzedawcą, poznałam ludzką psychikę. Wiem, że co za dużo to nie zdrowo, dlatego staram się oszczędzać bólu sąsiadom i kumpeli. Szukam nowych "ofiar". Znalazłam sobie kolejną w osobie bibliotekarki w Stans (stolicy naszego kantonu), którą co dwa tygodnie odwiedzam, żeby wypożyczyć książki w "łatwym" niemieckim. Tak, trudno w ...

Zrobiałam to!

Obraz
  Niedziela 5.10.2025 W cztery tygodnie ogarnęłam kurs niemieckiego na poziomie A1. Wystarczyły dwie i pół godziny lekcji dziennie, na których już od początku, nie mając żadnego zasobu słów, zostałam zmuszona do rozmowy. Niby nie problem, bo dostałam do dyspozycji słownik w obrębie tematu dyskusji, tylko jak tu zgadnąć, co z czym powiązać i w jakiej kolejności, żeby wyszło z tego niemieckie zdanie. Dialogi w naszej trzyosobowej grupce toczyły się praktycznie przez dwie godziny dziennie. Nauczycielka nie poprawiała wszystkich wpadek, tylko te związane z tematem gramatycznym dnia. Nie chciała nas zniechęcać do mówienia. Po lekcjach zasiadałam do odrabiania lekcji, wkuwania słówek, odmiany rzeczowników przez przypadki,  czasowników przez osoby i to w różnych czasach. Tak mijały kolejne trzy godziny, czasem i pięć, kiedy w ramach zadań domowych musiałam jeszcze napisać opowiadanie po niemiecku. Kładłam się spać i budziłam w stanie coraz większego ogłupienia, a myśli pędziły jak...

Bierze pani, bo chcę się pozbyć?

Obraz
Od dzisiaj wracamy na intensywny kurs niemieckiego. Po raz pierwszy naszło nas na niemiecki na początku ubiegłego roku, czyli zaraz po przeprowadzce do Centralnej Szwajcarii. Od tamtego czasu upłynęło półtora roku. P o miesiącu intensywnego kursu, nie mylić go z nauką, podeszliśmy do egzaminu, zdaliśmy i zapomnieliśmy. Oboje mieliśmy dość nie samego języka, ale jednego z kursantów, który wiecznymi wtrętami porównywał niemiecki do własnej mowy. Głośno protestowałam, to w końcu była lekcja niemieckiego, tymczasem Jarek miał tego po uszy i wychodził z sali. Jarek miał lepiej, bo przychodził na kurs raz może dwa w tygodniu, to mnie ów osobnik codziennie wtajemniczał w annały swojej gramatyki. Nauczycielka cierpliwie znosiła terrorystę, mam nadzieję, że ten brak kompetencji można zwalić na jej bardzo zaawansowaną ciążę. Czasem w przerwie od samodzielnej nauki gramatyki w trakcie kursu, puszczałam wodze wyobraźni: może gdyby urodziła wcześniej… Tak się nie stało. Terrorysta znowu prosił o po...

Czwarta przeprowadzka

Obraz
  Minęły dwa dni od mojego powrotu z Lozanny i znowu tam jedziemy. O jedenastej odbieramy klucze do nowego mieszkania, a o siedemnastej wstępnie zdajemy stare i już następnego dnia o świcie czeka nas przeprowadzka. Jarek prowadzi, a ja naradzam się z Nat przez telefon w sprawie przewózki kota. Jak przed meblami, to pewnie przerażony schowa się w kąciku nowego lokum i nie będzie przeszkadzać tragarzom. Zapada decyzja: przeprowadzimy kota już dzisiaj. Dojeżdżamy, sprawdzamy stan techniczny, odbieramy klucze, następnie wracamy do starego mieszkania. Jarek i Nat zabierają kota i inne precjoza w tym dwie skrzynie bluszczy, które Nat "strategicznie" postanowiła ukorzenić/rozmnożyć na tydzień przed przeprowadzką. Tak, oto delikatne roślinki chybotają się w plastikowych butelkach napełnionych wodą.  - To ma iść do samochodu?! - Przewrażliwiony na punkcie czystości Jarek łapie się za głowę. Kot miauczy przedwcześnie uwięziony w klatce, a ja opróżniam z wody te butelki od bluszczy, pod...